Wyjedź, poznaj, wróć i zmień na takie, jakie powinno być.

Od samego początku wydawało mi się, że tu jest fajnie. Tak po prostu. Już jako nastolatek, słuchając Molesty Skandal, byłem dumny z bycia Warszawiakiem.

Co ja piszę, wcześniej byłem dumny. Słuchając hip-hopu zacząłem po prostu to głośno artykułować. Bardzo dobrze jednak rozumiem ucieczkę. Ucieczkę nie tylko z tego miasta, ale też kraju. Przecież zawsze trawa wydaje się nam bardziej zielona u sąsiada. Od małego jesteśmy karmieni tymi samymi tekstami “na zachodzie jest lepiej”, “u nas to się nie da zarobić”. Szaro i smutno w tym naszym mieście i kraju nad Wisłą. Jeśli naprawdę uważamy, że jest tu tak beznadziejnie, to w sumie dobrze, że emigracja jest tak duża. Po co nam ludzie, którzy nie mają wiary we własny kraj czy własne miasto. Nie mają wiary w siebie, w możliwość zmiany swojego otoczenia. Zaczynając nawet od swojego mikrokosmosu. Nie mówię, że od razu mamy zakładać tu biznes i budować szybkie koleje. Może warto zadbać o trawnik przed blokiem, żeby nie było psich kup, wystawić na okno kolorowe kwiaty zamiast śmierdzącej popielniczki zrobionej z puszki po piwie. Warto powiedzieć “dzień dobry” jak wchodzimy do sklepu czy jak widzimy znajomą twarz. Jak zaczniemy żyć w ładnym mieście, w którym ludzie się uśmiechają, to może zaczniemy chętniej chodzić do pracy żeby zdobywać doświadczenie. Zdobywając to doświadczenie, zaczniemy lepiej zarabiać a lepiej zarabiając, zaczniemy oszczędzać, żeby założyć swoją firmę. Taką, stworzoną ciężką pracą, którą doceni miasto, gdzie ten biznes powstał. Jeśli już podejmujemy decyzję o wyjeździe, nieważne czy do Londynu, czy Nowego Jorku, to starajmy się podglądać, jak tam jest. Nie popadajmy w mentalność emigranta, nie zamykajmy się na świat. Często ludzi przytłacza to, co widzą w zachodnich miastach, ten ciągły pęd, luz i możliwości. Polacy zamykają się na świat i wysyłają zakiszone złotówki do Polski, gdzie są przejadane ziemniakami z kapustą i przepijane. Jak już tam jesteśmy, to korzystajmy!



Dobra koniec morałów. Ważne, żeby zrozumieć, że sąsiad ma zawsze lepiej. Ja uważam, że wcale nie ma lepiej. Ja mam lepiej, ty masz lepiej. Nie wiem, co znajduje się w głowie kogoś a cieszę się bardzo z tego, co jest w mojej. Moralizatorski ton tego tekstu jest wynikiem kilku rzeczy, które mnie ostatnio denerwują. Podczas każdego wywiadu pada zawsze to samo pytanie “czemu biznes w Polsce?”. A czemu nie?! Jestem Polakiem, mieszkam w Warszawie, tu się urodziłem i tu chcę żyć. Mieszkałem chwilę w Londynie, fajnie, ale nie dla mnie. Mam znajomych, którzy tam zostali i dobrze im z tym. Czemu biznes w Polsce? Przecież za każdym razem mówię - ten kraj ma energię, ma potencjał, to jest mój kraj. Brakuje tu tak wielu rzeczy. Od prostych usług po zaawansowany przemysł i technologię. To jest Eldorado. Lata 90-te były gorączką złota a to, czym jest teraz polski rynek usług to to samo, czym był Internet w latach 2000. Niby wszystko jest a wystarczy otworzyć bar z hamburgerami i nagle cały kraj dostaje olśnienia, że można kotlet wsadzić w bułkę… Jeśli mogę, to mam taki apel: nie gadaj, że jest tu źle, nie ma pracy i wszystko jest o kant dupy potłuc. Wyjedź, poznaj, wróć i zmień na takie, jakie powinno być. To jest w twoich rękach i jeśli tego nie zrobisz, to za 30 lat będziesz mógł sam sobie pluć w brodę i lać żółć na tych, którzy to zrobili i im się udało. Aloha!
Trwa ładowanie komentarzy...